W »Bejbi Blues« obserwujemy rozbudowane postaci bohaterów, którzy często zachowują się w niewłaściwy sposób. Ci nastolatkowie wydają się być niezdolni do wyciągnięcia wniosków ze swoich błędów i wziąć za nie odpowiedzialność. Są zakleszczeni pomiędzy chęcią bycia wolnymi ludźmi a obowiązkami jakie niesie ze sobą
Nowy Jork - to raczej stan umysłu i doświadczenie, niż klasyczne miasto ze swoimi granicami. Miejsce gdzie ludzie z całego świata przyjeżdżają spełnić marzenia i gdzie każdy ma plan do zrealizowania. Dżungla konkurencji i wyścigu, gdzie standardy są wysokie. (Fot. Ania Tomaśko) Nowy Jork to zarówno bogate dzielnice Manhattanu, np.
Polska nie chciała zrezygnować z niepodległości. Rok 1939 . Przypomnijmy najkrótsze kalendarium wydarzeń z okresu od stycznia do maja 1939 roku, kiedy namalowane już obrazy „Łukaszowców” czekały na wysyłkę za ocean, płynęły do Nowego Jorku, a następnie w polskim pawilonie oczekiwały pierwszych gości.
Przeciąga się ona z rękoma wyciągniętymi ku gorze. Ma zaspaną, ale wypoczętą twarz. Po lewej stronie obrazu stoi mężczyzna w ciemnozielonym płaszczu. w ręku trzyma nom jakieś papiery, pod pachą ściska książkę, kolejna wystaje również z jego kieszeni. Za ucho wcisnął ołówek, prawą dłoń unosi otwartą ku gorze.
Zuzanna Łukaszewska. We wtorek 10 maja w ramach jednej z najbardziej prestiżowych aukcji organizowanych przez dom aukcyjny Christie’s w Nowym Jorku licytowany będzie obraz „Portrait of a Lady (After Louis Leopold Boilly)” polskiej artystki Ewy Juszkiewicz. Dochód ze sprzedaży dzieła zasili fundusze przeznaczone na działania
Na pierwszy rzut oka pewnie nie wierzysz, że tę przepiękną uliczkę Nowego Jorku będziesz w stanie namalować sam, lecz z naszymi obrazami DIY wszystko jest możliwe! Prezentowane dzieło sztuki jest w zasięgu Twoich rąk dzięki niezwykle prostemu i przyjemnemu malowaniu po numerach. Model produktu z motywem deszczu w Nowym Jorku to
Kliknij tutaj, 👆 aby dostać odpowiedź na pytanie ️ 1)Opis obrazu "Dzieciaki z Nowego Jorku" -co widzimy? co wiemy? -czego się domyślamy? -co chcielibyśmy widzi…
Po latach powrócił do Krakowa i tam został poddany konserwacji. W 1881 roku, gdy Matejko już był sławny, obraz został wysłany do Paryża, a tam kupił go nieznany z imienia Józefowicz z Warszawy, który później odsprzedał kolekcjonerowi hr. Korwin Milewskiemu. Ten wiele lat później wyprzedaje swój olbrzymi zbiór polskiego malarstwa.
Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio powiedział na konferencji prasowej w siedzibie policji, że choć jest oczywiste, że do eksplozji ładunku wybuchowego doprowadziło celowe działanie, to
Czteroodcinkowy mini-serial "Unorthodox" pojawił się na Netflixie akurat w czasie, w którym wszyscy czujemy się jak więźniowie. Mniej jednak niż 19-letnia Żydówka z chasydzkiej społeczności, bohaterka opowieści, która – w czasach nam współczesnych – ucieka z Nowego Jorku do Berlina. Ten enigmatyczny opis może wywołać
CWmjB46. Film "Kevin sam w domu" w reż. Chrisa Columbusa z 1990 r. obchodzi w tym roku 30. rocznicę powstania Jak pracę na planie wspomina po latach reżyser i część obsady? Columbus był bliski zarzucenia kariery reżysera. Macaulay Culkin wcielający się w rolę Kevina od razu wydał mu się typem gwiazdy filmowej "Potrzebowałam małego chłopca, który nadal wierzyłby w św. Mikołaja. (...) Nie było nikogo lepszego niż Macaulay" - wspomina Janet Hirshenson odpowiedzialna za casting Film słynie nie tylko z ciekawej historii, ale i z serii podstępów, jakie stosuje Kevin, by chronić dom przed włamywaczami. Ujęcia wymagały pracy kaskaderów. "Wyglądało na to, jakby byli bliscy śmierci" - wspomina reżyser Więcej wywiadów znajdziesz na stronie głównej "Kevin sam w domu" liczy już sobie niemal 30 lat, a mimo to pomysłowość i podstępy głównego bohatera nadal przykuwają uwagę widzów, skradając serca kolejnym pokoleniom. Sam Macaulay Culkin w latach 90. stał się najpopularniejszym dziecięcym aktorem na świecie - wszystko dzięki głównej roli w bijących rekordy popularności przygodach zaradnego Kevina McCallistera. Aktor w sierpniu tego roku skończył 40 lat, publikując przy okazji na Twitterze krótki, wymowny wpis: "Hej, chcecie poczuć się staro? Właśnie skończyłem 40-tkę". Oparty na magicznej ścieżce dźwiękowej mistrza filmowego Johna Williamsa i ze świetnym scenariuszem giganta pióra lat osiemdziesiątych (Johna Hughesa), "Kevin sam w domu" był udrapowany w przytulnych czerwieniach i głębokiej zieleni, a przy tym pełen psotnego uroku. Dzięki dziecięcej perspektywie, odczarowującej (i zaczarowującej na nowo!) święta Bożego Narodzenia film Chrisa Columbusa podbił serca wielu milionów widzów, zyskując wraz z czasem miano kultowego. Trzy dekady od spotkania na planie filmowym redakcja "Independent" przeprowadziła wywiad z Chrisem Columbusem (reżyserem) i częścią obsady "Kevina", pytając o to, jak wyglądały okoliczności powstania filmu. "Próbował mnie rozśmieszać w trakcie kręcenia" Przypomnijmy: reżyser zasłynął nie tylko jako twórca serii o "Kevinie", ale także jako autor dwóch pierwszych ekranizacji książek opowiadających o przygodach Harry'ego Pottera. Chris Columbus już na początku rozmowy przyznał, że zanim podjął się wyreżyserowania "Kevina samego w domu", był bliski pogodzenia się z faktem, że to koniec jego kariery jako reżysera. "Rozpaczliwie potrzebowałem pracy" - wspomina. Za sobą miał właśnie ukończenie projektu, który okazał się kompletną klapą. Dostał w tym czasie dwa scenariusze - jak się okazało, jeden z nich miał zaowocować jedną z najbardziej kultowych komedii świątecznych w historii. W rozmowie podkreślono wartość samej historii już na poziomie scenariusza, która okazała się idealnie oddawać napięcia pomiędzy marzeniami o idealnych świętach Bożego Narodzenia a rzeczywistością przeciętnego domu rodzinnego, która często okazuje się od tych marzeń bardzo daleka. Słowem: święta oczami dziecka, które zaczyna konfrontować ideał z faktami. POLECAMY: Najlepsze filmy familijne. Co oglądać z rodziną? [TOP 10] "Każdy pamięta bycie takim dzieckiem oraz to uczucie, kiedy wszyscy się ciebie czepiają, niesprawiedliwość wielu sytuacji - ale wciąż nie myślisz wtedy, że rodzice to źli ludzie a twoi bracia i siostry są okropni" - podkreślił Raja Gosnell, odpowiedzialny za montaż nie tylko filmów o Kevinie, ale także takich hitów jak "Pretty woman", "Pani Doubtfire" czy komedii romantycznej "Dziewięć miesięcy". ZOBACZ TAKŻE: Kopciuszek czy utrzymanka? Mija 30 lat od premiery "Pretty Woman" W rozmowie wspomniano także pracę na planie filmowym z dziećmi, w tym z Macaulay'em Culkinem - odtwórcą roli tytułowego Kevina. Jak przyznała reżyserka castingowa, sam autor scenariusza... napisał już tę historię z myślą o Culkinie. "John [Hughes - przyp .red.] napisał »Kevina samego w domu« myśląc już o Macaulay'u, ponieważ dopiero co pracował z nim jako reżyser na planie »Wujaszka Bucka«. Szybko sprawdziłam, czy jest ktoś jeszcze poza Macaulayem. Poszukiwania były szybkie i ograniczone. Potrzebowałam małego chłopca, który nadal wierzyłby w św. Mikołaja. Zrobiłam szybki przegląd Nowego Jorku i Chicago, i otóż nie - nie było nikogo lepszego niż Macaulay" - wspomina Janet Hirshenson, która odpowiadała za casting do "Kevina". POLECAMY: Jak dziś wyglądają gwiazdy filmu "Kevin sam w domu"? Jak współpracę z kilkulatkiem wspomina sam reżyser? "Nikt inny nie miał takiej jakości, jaką miał Mac. Był jak prawdziwy dzieciak, ale był też zarazem niesamowicie przy tym uroczy i niezwykle zabawny. Po prostu miał ten urok. Mac też był nieco niedoskonały, co było świetne. Jedno ucho było trochę zgięte, nie wyglądał jak inne dzieci - ale każdy, kto go spotkał, zakochiwał się w nim od razu i dla mnie od początku było wiadome, że to gwiazda filmowa" - przyznał Columbus. Jak wspomina Devin Ratray (w filmie wcielający się w Buzza McCallistera) relacja z Macaulayem kształtowała się bardzo naturalnie. "Miał dużo rodzeństwa i starszego brata, który był w moim wieku, więc był ze mną w naturalny sposób związany i dużo się bawiliśmy. Wszystkie dzieciaki próbowały mnie rozśmieszyć podczas ujęć i zbliżeń. Mac był bardzo sfrustrowany, że zachowywałem kamienne oblicze i nie był w stanie mnie złamać" - wspomina. Co stało się z aktorami występującymi w filmie? Tytułowy Kevin, czyli Macaulay Culkin, przez kilka lat był czołowym dziecięcym aktorem w Hollywood, jednak później przez lata zmagał się z uzależnieniem od narkotyków. Obecnie udało mu się wyjść na prostą i realizuje się jako muzyk zespołu Pizza Underground, sporadycznie pojawia się też na ekranie. Catherine O'Hara po "Kevinie" zagrała jeszcze w kilkudziesięciu filmach i wciąż możemy oglądać - choć głównie w mniejszych rolach. Tata Kevina, czyli John Heard, zmarł w lipcu 2017 r. w wieku 72 lat. ZOBACZ FILM "KEVIN SAM W DOMU" W Macaulay Culkin Dziki zachód dla kaskaderów W rocznicowym wywiadzie poruszono także temat akrobacji i pamiętnych scen z udziałem dwóch włamywaczy, Harry'ego (Joe Pesci) i Marva (Daniel Stern), specjalizujących się w okradaniu tymczasowo opuszczonych budynków. W "Kevinie" mają zamiar dokonać napadu na dom McCallisterów. W licznych scenach "wypadków" i serii urazów, jakim ulegają w walce z 9-latkiem broniącym swojego domu, na ekranie widzimy tak naprawdę kaskaderów. "W filmie nie ma efektów specjalnych i za każdym razem, gdy odbywał się na planie jakiś »wyczyn«, wyglądało na to, że kaskader jest bliski śmierci" - wspomina Columbus. POLECAMY: Reżyser przyznał, że Donald Trump wymusił rolę w filmie "Kevin sam w Nowym Jorku" Jak przekonuje po latach: z perspektywy jego i całej ekipy "to wcale nie było zabawne". "Wstrzymałeś oddech, kiedy kaskaderzy rzucili się ze schodów domu pięć stóp w powietrze i wylądowali na betonie" - wchodzi w słowo Gosnell. "To, co działo się z tymi facetami, było niezwykle bolesne, więc zmieszaliśmy odpowiednią ilość rzeczywistych odgłosów i animowanych efektów dźwiękowych oraz skonstruowaliśmy muzykę w taki sposób, że całość wydawała się na tyle kreskówkowa, że nie budziła przerażenia" - wspomina. "Wrzeszczałem »Cięcie!« i zapanowywało milczenie" - wspomina reżyser. "Podchodziłem wtedy do kaskaderów i pytałem: »Wszystko w porządku?«, a oni odpowiadali: »Idealnie, nie ma problemu!«. Wracaliśmy potem do monitorów i oglądaliśmy odtwarzane sceny. Dopiero wtedy zdawaliśmy sobie sprawę, że to naprawdę śmieszne. Ta część sesji była pełna niepokoju, ponieważ naprawdę martwiłem się o ich bezpieczeństwo. Od tamtego czasu nie widziałem w filmie takich akrobacji w komedii slapstickowej. »Kevin sam w domu« był jak dziki zachód dla kaskaderskich wyczynów" - wspomina. Przypomnijmy: w Polsce "Kevin sam w domu" jest już filmem kultowym. Co roku w okresie świąt Bożego Narodzenia jest emitowany w telewizji. Kiedy w 2010 r. Polsat postanowił nie emitować filmu i jego kontynuacji ("Kevin sam w Nowym Jorku"), niemal 40-milionowy naród w środku Europy jednogłośnie wyraził swój sprzeciw. Stacja nie miała wyjścia - "Kevin" ostatecznie pojawił się w ramówce. "Kevin sam w domu": informacje Obraz Columbusa z 1990 r. to wielki hit kina familijnego, nadal niezwykle chętnie oglądany przez całe rodziny. "Kevin sam w domu" dla wielu osób ma dziś już status dzieła kultowego. "Kevin sam w domu" otrzymał dwie nominacje do Oscara - za muzykę oraz piosenkę "Somewhere in My Memory". Kate (Catherine O'Hara) i Peter (John Heard) McCallisterowie mieszkają razem z dziećmi w przestronnym, pięknym domu na przedmieściach. Boże Narodzenie postanawiają jednak spędzić Paryżu, gdzie zabierają całą rodzinę. Gdy ta się u nich zjawia, w domu panuje straszne zamieszanie - Kate i Peter, ciocia Leslie (Terrie Snell) i wujek Frank (Gerry Bamman), a także sześcioro dzieci - wszyscy w pośpiechu szykują się do wyjazdu. Tymczasem ośmioletni syn gospodarzy, Kevin (Macaulay Culkin), nieustannie marudzi i przeszkadza wszystkim w przygotowaniach. Zdenerwowana matka wysyła go na poddasze, gdzie chłopiec za karę ma sam spędzić noc. Z powodu awarii prądu rano rodzina budzi się bardzo późno. W ogromnym zamieszaniu, bojąc się, że nie zdążą na samolot, wyruszają na lotnisko. Przez to nikt nie zauważa, że wśród nich nie ma Kevina. Kate zauważa nieobecność najmłodszego dziecka dopiero na lotnisku w Paryżu... W tym samym czasie mały bohater filmu "Kevin sam w domu" budzi się na poddaszu i ze zdziwieniem zauważa, że jego rodzina zniknęła. Jest bardzo zadowolony, ponieważ nareszcie może robić wszystko to, na co zawsze miał ochotę, a czego mu zabraniano. Niebawem orientuje się, że dwaj groźni włamywacze, Harry (Joe Pesci) i Marv (Daniel Stern), specjalizujący się w okradaniu tymczasowo opuszczonych budynków, mają zamiar dokonać napadu na dom McCallisterów. Energiczny i niezwykle pomysłowy Kevin postanawia samodzielnie bronić posiadłości. Źródła: Independent, Onet
"Elvis" Baza Luhrmanna to kiepski film, który jednak świetnie się ogląda. Austin Butler w głównej roli sprawia, że ikona sprzed lat znów ma na ekranie pazur Dojrzały, doświadczony przez życie bohater "Księgarni w Paryżu" ucieka przed rzeczywistością w świat książek. A może dopiero w nim jest sobą? Z pewnością propozycja Serio Castellitto jest szlachetną baśnią Nadava Lapida w "Kolanie Ahed" gubi zaś własne ego. Film o kulturze na uwięzi prawicowych rządów zmienia się w narcystyczny (auto?)portret reżysera Francuz, Jacques Audiard, decyduje się zaś odwrócić kamerę od siebie i przygląda się codzienności ludzi wchodzących w dorosłość w dzisiejszym Paryżu Więcej takich wywiadów znajdziesz na stronie głównej Onetu Biodra Elvisa Kadr z filmu "Elvis" Może to najgłośniejsza premiera tego roku? Na ostatnim festiwalu w Cannes pokaz "Top Gun: Maverick" z towarzyszącym mu przelotem myśliwców nad Lazurowym Wybrzeżem oraz właśnie "Elvis" z imprezą na pół Croisette przypominały, że Hollywood budzi się z pandemicznego snu. Z hukiem. "Top Gun: Maverick": w starym, dobrym stylu [RECENZJA] Miejmy to z głowy: Baz Luhrmann zrobił niedobry film. Scenariusz jest tu niemal prostacki: stary agent muzyka, pułkownik Tom Parker, opowiada z offu jego życiorys. Dialogi często okazują się banalne, struktura zachwiana. W absurdalnie rozwleczonym filmie Elvis mozolnie wdrapuje się na szczyt, podczas gdy obraz ostatnich dwóch dekad jego życia sprawia wrażenie, jakby ktoś z poglądem przewijał naprzód kasetę VHS. Kontrowersje budzi rola Toma Hanksa jako Parkera. Całość zachodnia prasa określa przymiotnikami deliryczny, pogmatwany, nieciekawy. Ale cholera, warto to obejrzeć. Baz Luhrmann kocha show, glamour i splendor. Potrafi zrobić ujęcie tyleż tandetne, co fascynujące. Nie jest zaskoczeniem, że świetnie reżyseruje występy piosenkarza. Ale też pokazuje, dlaczego Elvis wywoływał tak skrajne emocje. Przywraca mu pazur. Z jednej strony siła, której w śniącym swój amerykański sen społeczeństwie lat 50. miało nie być: seksualność. Z drugiej kwestia jeszcze bardziej kłopotliwa: rasa. "Biały chłopak o czarnych biodrach" — pisali o piosenkarzu z Memphis komentatorzy. Jego muzyka miała niebezpieczną energię łaknących równości Afroamerykanów. Luhrmann nie potrzebuje wielu piosenek, aby pokazać ewolucję Presleya. Woli śledzić te same kawałki, które na ekranie zmieniają swoje znaczenie. Mały Elvis w czarnej dzielnicy Memphis widzi, jak facet gra "Hound Dog" na zdezelowanej gitarze w drewnianym baraku, a w każdej nucie zawarty jest tu jego krzyk wolności. Muzyk przeniesie ten numer do tanbcbud, knajp typu diners, a po kilku dekadach w barokowej aranżacji na scenę hotelu International w Las Vegas. Za każdym razem zabrzmi on zupełnie inaczej. Bo także o tym jest Elvis: o narodzinach nowoczesnego muzycznego biznesu, bezlitosnej monetyzacji cudzego talentu, komercjalizacji buntu kilku pokoleń. Cóż, Luhrmann nie lubi wąskich wachlarzy — ani tematów, ani filmowych środków. Więc robi ten swój epicki spektakl i przypomina, że każdy ma w sobie dziecko, które przestraszy się wjazdu pociągu na stację La Ciotat. Nawet krytyk. "Elvis", reż. Baza Luhrmann, Warner Bros Świat w starym stylu Charakterystyczne: Nowy Jork miał swój sklep z tytoniem z "Dymu" i "Brooklyn Boogie". Snobistyczna Europa wybiera księgarnię. Ale schemat pozostaje podobny. Tytułową "Księgarnię w Paryżu" prowadzi dojrzały Włoch, który przyjechał do Francji, gdy jego życie się rozpadło. To miejsce, w którym drzwi się nie zamykają. Facet z kawiarni obok codziennie przychodzi tu z kawą i croissantem, młody ksiądz szuka lektur na podróże z partnerem, w witrynę zagląda kwiaciarka z sąsiedztwa. Starszy profesor regularnie podkrada książki, a właściciel udaje, że nie widzi. W końcu zaczyna tam przychodzić jeszcze jedna osoba, która stanie się ważna w tej opowieści: aktorka okolicznego teatru. Działały na niego silniej niż narkotyki. Witkacy słynął z licznych kochanek Foto: Materiały prasowe Kadr z filmu "Księgarnia w Paryżu" Sergio Castellitto jednak nie tylko zasypuje widza bon motami (choć niektóre bawią: kiedy księgarz słyszy, że klient "szuka książki o starym facecie, który zgrywa intelektualistę, a naprawdę jest tylko napalony na tabuny kobiet", odpowiada: "Ma pan duży wybór: Victor Hugo, Simenon, Bukowski, Philip Roth. A to początek"). To opowieść o wychodzeniu z życiowego impasu. Bohater opiekuje się córką sparaliżowaną i straumatyzowaną po wypadku na basenie. Oboje zamknęli się we własnym świecie. Włoski reżyser i aktor nie udaje, że jego film jest czymś więcej, niż uroczą baśnią. Chyba wie również, że ten intelektualno-paryski świat w starym stylu wypada pretensjonalnie. Ale czasem i takie historie okazują się nam potrzebne, aby w biegu złapać trochę oddechu. "Księgarnia w Paryżu", reż. Sergio Castellitto, Aurora Films Bloki Paryża Prawdziwy natomiast jest Paryż Jacquesa Audiarda. W "Paryżu, 13. dzielnicy" ekranizacji komiksu "Śmiech i śmierć" Adriana Tomine’a, właściwie nie ma fabuły. Są młodzi bohaterowie, którzy wśród wieżowców z tytułowej części miasta wchodzą w dorosłe życie. Studiują, łapią się dorywczych zajęć, mierzą z odmiennymi uczuciami. Jedna dziewczyna miała tylko sypiać ze współlokatorem, ale zakochuje się w nim. Chłopak próbuje odnaleźć się w nowej pracy. Pracownica biura nieruchomości wpada w fascynację kobietą poznaną przez seks-kamerę. Ot, wszystko się jakoś toczy. Foto: Materiały prasowe Kadr z filmu "Paryż, 13. dzielnica" Charakterystyczne czarno-białe zdjęcia jeszcze mocniej nadają tej historii uniwersalizmu. 70-letniemu Audiardowi udaje się stworzyć wiarygodny portret współczesnych młodych ludzi. Imponuje tu tolerancja, jaką mają wobec siebie nawzajem, swoich uczuć, odmiennych pomysłów na życie. Związki często im się rozpadają, ale zostają przyjaźnie i bliskość. Nie trzeba nikomu udowadniać, że płeć i seksualność są płynne. Choć przecież takie życie też ma swoją cenę: niestabilności i niepewności jutra. Reżyser rezygnuje ze zbędnych komentarzy. Po ostrych społecznych filmach proponuje po prostu refleksyjną balladę na cześć codzienności. "Paryż, 13 dzielnica", reż. Jacques Audiard, Gutek Film Pustynia Izraela "Kolano Ahed" jest chyba wypadkiem przy pracy. Laureat Złotego Niedźwiedzia za "Synonimy" zrobił wsobny i narcystyczny film, który pachnie toksyczną męskością. Ahed Tamimi pochodzi z palestyńskiej wsi Nabił Saleh. Kiedy miała szesnaście lat, w czasie demonstracji przed jej domem doszło do zamieszek między izraelskim wojskiem a protestującymi. Dziewczyna wdała się w sprzeczkę z uzbrojonym żołnierzem, uderzyła go kilka razy. Nagranie incydentu trafiło do sieci. Dwa dni później została aresztowana, a nacjonalistyczny poseł Bezalel Smotrich publicznie nawoływał do przestrzenia jej kolana. Nadav Lapid wraca do tej historii w filmie regularnie, sięga po nagrania archiwalne. Tyle tylko, że sprawa tak naprawdę niewiele ma wspólnego z resztą fabuły. Ta bowiem rozgrywa się w prowincjonalnym izraelskim domu kultury, gdzie na spotkanie z widzami przyjeżdża słynny reżyser. Wita go pracownica ministerstwa kultury. Najpierw panuje między nimi seksualne napięcie. Później artysta pastwi się nad dziewczyną, bo poprosiła go o podpisanie wymaganego przez ministerstwo papieru, że poruszą tematy związane z filmem. Cenzura? Może. Prawicowe władze, które próbują opleść wszystkich mackami swojej wizji świata? Tak. Ale i kobieta świadoma, że tylko idąc na kompromisy może sprawić, że cokolwiek wydarzy się w mieście pośrodku pustyni. I tylko zapatrzony w siebie, naiwny artysta myli prowokację z przemocą wobec ludzi, którzy jego zdaniem znajdują się niżej w hierarchii. "Kolano Ahed", reż. Nadav Lapid, SNH Dziura w ścianie Cóż, na upartego można by nawet uznać, że "Room 203" ma pierwiastek feministyczny. W rzeczywistości pozostaje uroczym w swojej nieporadności horrorem klasy B. Dwie dziewczyny przyjeżdżają do miasta studiować. W mieszkaniu jednak jest dziura w ścianie. Już wcześniej wywoływała ona zjawiska nadprzyrodzone. I nie zamierza przestać. Jeden kadr wystarczy, by przerazić. "Serce może tego nie wytrzymać" Ben Jagger stosuje całą feerię horrorowych zabiegów z lat 80. Jego propozycja nie ma nic wspólnego z czasami Jordana Peele’a czy Julii Ducournau. Raczej od razu trafi na pokazy złych filmów. Zagadka z przeszłości jest tu płaska, płytka i oczywista. Ale może właśnie dlatego znajdzie swoich fanów? Ben Jagger ściąga fanów kina grozy do czasów, gdy ten gatunek przynależał do rozrywek jarmarcznych. A jednocześnie na swój sposób broni kobiety. A nuż ta prostota okaże się atrakcyjna? "Room 203", Ben Jagger, Best Film (asr)
Pieczęć Nowego Jorku Nowy Jork jest najbardziej zaludnionym miastem w USA, jednym z najgęściej zaludnionych obszarów metropolitalnych na świecie. Miasto położone jest nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego w stanie o tej samej nazwie. Jako największy port świata, Nowy Jork składa się z pięciu dzielnic: Bronx, Brooklyn, Manhattan, Queens i Staten Island, które zostały połączone w jedno miasto w 1898 roku. Nowy Jork został założony na początku XVII wieku, do 1664 roku nosił nazwę Nowy Amsterdam. Dawno, dawno temu na terytorium współczesnego Nowego Jorku żyły plemiona Indian. Pierwsi europejscy mieszkańcy pojawili się tutaj w 1624 r., Kiedy w Nowym Amsterdamie powstała holenderska firma handlująca futrami. W 1664 r. Gubernator Steivesant przekazał Brytyjczykom Nowy Amsterdam w zamian za kolonię Surinamu. Książę Yorku natychmiast przemianował miasto na Nowy Jork. W 1776 r. Na Brooklynie miała miejsce największa bitwa o niepodległość USA - bitwa o wyspę London, w której Amerykanie zostali pokonani. Miasto stało się brytyjską bazą wojskową i polityczną. Zaledwie siedem lat później Amerykanie ponownie objęli Nowy Jork. W XIX wieku, z powodu ogromnego napływu imigrantów, wielkość Nowego Jorku gwałtownie wzrosła. W tym okresie opracowano plan architektoniczny rozwoju miasta. W 1835 r. Nowy Jork stał się największym miastem w Stanach Zjednoczonych.. Od XX wieku Nowy Jork stał się najważniejszym światowym centrum finansowym i przemysłowym. W latach 30. w mieście zbudowano kilka drapaczy chmur, które stały się pierwszą metropolią na świecie, która przekroczyła 10-milionową liczbę mieszkańców.. Powrót Weteranów Wojny Światowej i bezpieczeństwo Nowego Jorku w latach wojny wywołały powojenny boom gospodarczy i rozwój dużych obszarów mieszkalnych. Nowy Jork, z Wall Street i siedzibą główną ONZ, zajął dominującą pozycję gospodarczą i polityczną na świecie.. Wiele obszarów i atrakcji Nowego Jorku jest dziś dobrze znanych, miasto odwiedza około 55 milionów turystów rocznie. To najczęściej fotografowane miasto na świecie. Times Square to jedno z najbardziej ruchliwych skrzyżowań na świecie i największe centrum globalnej branży rozrywkowej. Niektóre z najbardziej znanych zabytków miasta to Statua Wolności, teatry na Broadwayu, Central Park, Metropolitan Museum of Art, Rockefeller Center, Fifth Avenue, Empire State Building i wiele, wiele innych. Zdjęcia z Nowego Jorku Podobne artykuły
Piątek, 13 września 2019 (20:52) W cztery lata zrobił ponad 4 miliony 200 tysięcy zdjęć Nowego Jorku. Kiedy Joseph DiGiovanna szukał mieszkania, głównym kryterium był widok. Jak przyznaje fotograf, poszukiwania idealnego mieszkania zajęły mu trzy lata. Od początku wiedział, że musi znajdować się na stromych klifach nad rzeką Hudson, skąd rozpościera się najpiękniejszy widok na Nowy Jork. Kiedy DiGiovanna zrealizował już plan kupienia mieszkania z idealnym widokiem na Manhattan, przystąpił do realizacji kolejnego projektu: stworzenie filmu poklatkowego pokazującego zmieniający się przez 30-lat Nowy Jork. Fotograf przez pewien czas testował różne miejsca w swoim mieszkaniu i ustawienia techniczne sprzętu, aby uzyskać najbardziej satysfakcjonujący efekt. Kiedy mu się to udało, ustawił aparat tak, aby robił jedno zdjęcie co trzydzieści sekund. Jego eksperyment trwa już cztery lata. W tym czasie zrobił ponad 4 miliony zdjęć i kontynuuje swój eksperyment. Każdego dnia powstaje 2880 zdjęć zajmujących 36 gigabajtów pamięci, ich pobranie zajęłoby mniej więcej 3 godziny. Cały proces wymagał stworzenia przemyślanej instalacji: aparat podłączony jest kablem do laptopa, każde zdjęcie jest natychmiast przesyłane i trafia do programu, który tworzy film poklatkowy. Zdjęcia każdego dnia są zapisywane na dwóch twardych dyskach, które są zapełniane danymi w takim tempie, że ich wymiana jest konieczna co najmniej 4 razy w ciągu roku. Instalacja została również wyposażona w dodatkowy zasilacz, który w razie awarii prądu pozwoli działać jej nieprzerwanie przez kilka godzin. Fotograf zamontował aparat w górnej części okna, tak, żeby nie zwracał na siebie uwagi i nie odciągał mieszkańców od pięknego widoku za oknem. Timelapse na taką skalę nie jest tanim hobby. Wartość sprzętu, z którego obecnie korzysta DiGiovanna, szacuje na około 15 tysięcy dolarów. Do tego doliczyć trzeba koszty prądu i wymagających wymiany twardych dysków. Przez ponad 4 lata realizacji projektu DiGiovanna nie napotkał większych trudności technicznych, największą było półgodzinne przegrzanie komputera. Jednak w perspektywie 30-lat mogą pojawić się znacznie dłuższe i bardziej poważne awarie. Fotograf najbardziej obawia się utraty danych. Wszystkie zdjęcia przechowywane są na dyskach fizycznych, które mogą ulec zniszczeniu na skutek pożaru, czy powodzi. Pojawiły się również pytania, co jeśli DiGiovanna zdecyduje się na przeprowadzkę. Jak tłumaczy fotograf, ponieważ jest właścicielem mieszkania, w takiej sytuacji w umowie z najemcą zastrzeże, że cały sprzęt ma pozostać na swoim miejscu i nadal kontynuować jego dzieło. DiGiovanna każdego dnia wrzuca do sieci dwa filmy. Już przez cztery lata można zaobserwować ogromne zmiany, jakie zaszły w nowojorskim krajobrazie. Przez ten czas powstało kilkanaście nowych budynków, kolejne są w trakcie budowy. Jednak fotograf ma nadzieję, że ludzie zwrócą uwagę nie tylko na to, co się dzieje w mieście, ale spojrzą również na niebo nad nim. Ma też nadzieję, że umożliwi ludziom znalezienie jakichś szczególnie ważnych dla siebie dni, a jego timelapse stanie się dla nich niezwykłą pamiątką tych wydarzeń. Zgodnie z planem, jego eksperyment zakończy się w lipcu 2045 roku. Artysta liczy na to, że jego timelapse będą wykorzystywane w muzeach, a rozwój technologii pozwoli na tworzenie nowych instalacji. Choć, jak zaznacza artysta, 30-lat jest tylko umownym terminem. On sam chciałby, żeby całe przedsięwzięcie było kontynuowane tak długo, jak to możliwe. Nie wyklucza też zamontowania instalacji w innych miejscach, nie tylko w Stanach, ale na całym świecie. /CNN